Nie napisałam obiecanych strategii - O wiedzy, która nie zawsze pomaga.

Prawie rok temu zakończyłam cykl „Poznaję swoje ADHD” i zapowiedziałam, że w kolejnych tekstach zajmę się radami, strategiami i rozwiązaniami. Nie napisałam tych tekstów. Początkowo sama nie wiedziałam, czy jest to zwykłe niedokończenie rozpoczętego projektu, czy może potrzebuję czasu, żeby zrozumieć, co właściwie chcę dalej powiedzieć.

W tym okresie projektowałam dla siebie organizer. Czytałam, sprawdzałam różne sposoby, tworzyłam kolejne wersje, poprawiałam je i rozwijałam. Myślałam o udostępnieniu go pacjentom, klientom i innym osobom z ADHD lub AuDHD. Wydawało mi się, że dobrze zaprojektowane narzędzie może pomóc w organizacji codzienności, pamiętaniu o własnych potrzebach i dbaniu o podstawy dobrego samopoczucia.

Podczas rozmów z ludźmi zaczęłam jednak zauważać, że kłopot często nie leży w braku narzędzia. Można mieć organizer, aplikację, plan dnia, listę zasad, wiedzieć, że należy spać, jeść, ruszać się i odpoczywać, a jednocześnie nie traktować siebie jak kogoś, o kogo warto zadbać. Można przez lata stawiać siebie na szarym końcu, zajmować się potrzebami innych, nie zauważać własnego przeciążenia i czekać, aż organizm lub psychika odmówią dalszej współpracy.

U osób z ADHD i AuDHD zaniedbanie snu, jedzenia, ruchu czy odpoczynku może mieć duże emocjonalne konsekwencje. Mózg, który już mierzy się z dysregulacją emocji, aktywności, jedzenia, snu i organizacji, silnie reaguje na kolejne zachwiania. Wiedza o tym jest ważna, ale sama wiedza nie powoduje jeszcze, że człowiek zacznie się sobą zajmować.

Zaczęło do mnie docierać, że zmiana nie zaczyna się od znalezienia idealnego narzędzia. Zaczyna się od stosunku do samego siebie. Od zauważenia własnych potrzeb, uznania ich za ważne i przyjęcia, że można poświęcić sobie czas, uwagę i troskę. Tego nie może zrobić za nas terapeuta, autor książki, aplikacja ani organizer. Można komuś towarzyszyć, można pomagać mu zauważać to, co dotąd pomijał, ale ostatecznie tylko konkretna osoba może zmienić sposób, w jaki siebie traktuje.

W tym samym czasie narastał we mnie bunt wobec wszechobecnych w Internecie “gadających głów”, które wiedzą lepiej, jak należy żyć, odpoczywać, pracować, wychowywać dzieci i radzić sobie z własnym umysłem. Zaczęłam dostrzegać, że wiedza przekazywana z zewnątrz nie zawsze zbliża człowieka do siebie. Może stać się kolejną cudzą wiedzą, którą przyjmuje bez kontaktu z własnymi myślami, uczuciami i doświadczeniem. Może nawet zwiększać dystans od siebie: ktoś inny znowu wie lepiej, a ja mam jedynie zastosować się do jego wniosków.

Nie chcę być kolejną gadającą głową. Książki są dostępne dla każdego, nie chciałam dalej ich streszczać i podawać gotowych rozwiązań. Chcę pomagać ludziom w budowaniu kontaktu z ich własnymi myślami i uczuciami, a nie wzmacniać podążanie za moimi. Dlatego zdecydowałam się nic nie pisać i poczekać, aż będę wiedziała, po co chcę wrócić.

Wracam do pisania z osobistych pobudek. Pisanie pomaga mi ubierać w słowa coś, co wcześniej pozostawało we mnie nieopisane. Pozwala mi lepiej usłyszeć własne myśli, przyjrzeć się im i sprawdzić, dokąd prowadzą. Być może czasem zainspirują one kogoś do pomyślenia o czymś własnym, ale nie chcę nakładać na te teksty obowiązku pomagania, uczenia ani dostarczania rozwiązań.

Będę pisała o tym, co w danym czasie jest we mnie żywe: o książkach, doświadczeniach, psychoterapii, uczeniu się, neuroróżnorodności i zwyczajnych wydarzeniach, które uruchamiają dalsze myślenie. Bez jednego tematu i bez założenia, że każdy wpis musi prowadzić do gotowego wniosku.

Nie wracam po to, żeby mówić innym, co mają myśleć. Wracam, żeby lepiej usłyszeć własne myśli.

Next
Next

Cykl “neurologia ma znaczenie”. Ostatnia część (16) cyklu “Poznaję swoje ADHD”. Mapa mojego ADHD – składam to w całość.